Pascha. Poznanie Prawdziwego Boga i Prawdziwego Człowieka

Odprawianie Wielkiego Postu. Czasu danego nam po to, abyśmy mogli zebrać się w sobie, skoncentrować się i przygotować na dni paschalne. Nadrobić zaniedbania, poradzić sobie z problemami w życiu duchowym, które tak ucierpiało z powodu nieuporządkowanego życia, rozproszenia, lenistwa.

Dęte pustosłowie? Obraza majestatu? Dostojeństwa? Powagi lub okazałości jakichś osób? Niewiele można poradzić człowiekowi, który tak rozumie. Tak poznaje. Tak świat odbiera. Można mu współczuć i modlić się za uspokojenie jego ducha. Poznanie pono uzależnione jest od stopnia pokrewieństwa między poznającym a poznawanym. Podobny poznaje podobne do siebie. Zdarza się, że w miłości poznaje dęte pustosłowie. A w prawdzie – obrazę.

Odnosząc ten starożytny aksjomat do postawy duchowej i do osób przyjąć można, że „warunkiem poznania jest relacja pewnego rodzaju sympatii (syn-pathein), która poznającemu pozwala wejść niejako w osobę poznawanego czy w daną rzeczywistość duchową, utożsamiać się z nią, a w konsekwencji nabyć zdolności jej zrozumienia (intelligere = intus legere).” (Ratzinger 2005: 93). Bez spełnienia tego warunku nie ma prawdziwego rozpoznania. Nie ma prawdziwej oceny. I nikogo to nie dziwi. Bo być nie może. „Odpowiednio do okoliczności człowiek może dostrzegać piękno rzeczy lub ich użyteczność. W twarzy drugiego ktoś może zauważyć zakłopotanie, miłość, skrywaną udrękę, fałszywą postawę albo też nie dostrzec nic z tych rzeczy. Wszystko to ukazuje się także zmysłom, ale jest postrzegane jedynie w procesie zmysłowo-duchowym, który stawia tym wyższe wymagania, im głębsze są pokłady rzeczywistości, w których dokonuje się jej uzewnętrznienie dostępne zmysłom.” (Ratzinger 2005: 83). Bez spełnienia tego warunku człowiek nie może dokonać istotnego rozpoznania. Upada. W niestosowności metody. Nie odróżnia łupiny od samego jądra.

„Podstawowym aktem religii jest modlitwa; w religii chrześcijańskiej ma ona swoje specyficzne zabarwienie: polega ona na przekształcaniu siebie samego w Ciało Chrystusa, a więc w akt miłości, która – jako miłość Ciała Chrystusowego i wraz z nim – uznaje i dopełnia miłość Bożą, z konieczności i zawsze rozumianą także jako miłość bliźniego (…)” (Ratzinger 2005: 93).

Niech na czas Wielkanocny modlitwa będzie z nami. Modlitwa płynąca z cierpliwości. I z dumy. Bo ten czas uczy nas pokory. Uczy nas także dumy.

Uczy nas, czym jest cierpliwość. A jest umiejętnością zachowania niezmąconego spokoju ducha w warunkach przeciwnych utrzymaniu takiego stanu. „Cierpliwość to umiejętność dążenia do celu, kiedy na drodze do niego pojawiają się rozmaite przeszkody. Cierpliwość to zwycięstwo i przezwyciężenie, cierpliwość to forma męstwa, oto czym jest prawdziwa cierpliwość. (Mień 2009: 55).

Zbudźmy się, o śpiący. I powstańmy z martwych, a zajaśnieje nam Chrystus.

Rafał Szubert

Komentarze

Komentarze