Święta tuż …

Tak wiele trzeba, aby nie pozbawić życia naszego nadziei. Nadzieja umiera ostatnia. A może nie umiera nigdy. Człowiek chce mieć nadzieję. Oczekiwanie spełnienia się czegoś pożądanego. Nadzieję. Ufność, że to się spełni. Nadzieję. Możliwość spełnienia czegoś.

Nadzieja jest darem Światła.

A teraz gdzieś ten sens nadziei się ukrył. Przykrył go śnieg? Śniegu ani śladu. Zupełnie jak w wtedy, gdy poplątały się języki. Teraz poplątały się wątki. Zagubił się sens. Zafałszował.

Nadzieja na „oko za oko, ząb za ząb”. Nadzieja na to, że sąd sądem, ale racja musi być po naszej stronie. Myśl zaskakująca. Nadchodzące z kraju i ze świata wieści pozwalają coraz mocniej wierzyć w to, że Bóg był bardzo odważny, powierzając ten świat ludziom.

Dziecinne? Naiwne? Zanim wydamy wyrok, zapytajmy, czy można człowiekowi czynić zarzut, że ma dziecięcą wyobraźnię? Dziecięcy sposób widzenia świata? Ktoś powiedział: „Stawać się jako dziecię, to brać z dziecięctwa to, co przystoi wiekowi dojrzałemu: niepamięć zniewag, brak pożądań godności, miłość wspólnoty towarzyskiej, równowagę przyrodzoną, prostotę i szczerość wobec Boga i ludzi”. Taka naiwność przywraca nadzieję. Taka naiwność przywraca człowieczeństwo. Ktoś powiedział, że gdy Bóg jest w żłobie, niebo jest w żłobie. Może tak jest. Może tam, gdzie Bóg spotyka się z człowiekiem można łatwiej spotkać człowieka na sposób boski, przyjaźnie jednoczący – a nie wrogi i dzielący.

Słowo Przedwieczne przychodzi na świat w chłodną noc. Na niebie świeci droga mleczna. Przychodzi na świat płacząc i kwiląc. Któż się oprze dziecku?

Wsłuchajmy się w ciszę nocy wigilijnej. Niech jej cisza skłoni nas do słuchania. Niech obudzi się słuch. Tak by się chciało rozmawiać. Z kimś bardzo bliskim. I blisko obecnym.

Rafał Szubert

Komentarze

Komentarze